Gwatemala: Tikal

Nie miałam pojęcia, że w dżungli w nocy jest taki hałas. W dzień jest względnie cicho, jak w każdym innym lesie, a to małpa złamie gałąź, a to coś ćwierknie albo zaświergoli. Za to zaraz po zmroku, kiedy uaktywnią się wszystkie cykady, świerszcze i inne owady generujące dużą ilość decybeli, nie słyszy się własnych myśli, co wcale nie ułatwia spania w namiocie, które i bez tego nie jest szczególnie proste w tym klimacie, albowiem twój wewnętrzny jaskiniowiec usłyszy każde pierdnięcie jaszczurki na drugim końcu trawnika i za cholerę nie da ci spać.

W sumie to nawet lepiej, bo dzięki temu już o 5 rano mogłam siedzieć na IV Świątyni (niby można dopiero od 6, ale jakoś się prześlizgnęłam), oglądać wschód słońca, małpy i tukany. Dżungla ciągnie się tutaj po horyzont i nie słychać żadnych oznak ludzkiej aktywności, a to dlatego, że w północnej Gwatemali (region Petén) nie mieszka prawie nikt. Są tutaj cztery wioski na krzyż i jedno większe miasto (Flores – Santa Elena), położone na wyspie na środku jeziora, 60 km od ruin.

dzung     plaza2

A zatem znowu mamy do czynienia ze starożytnym Nowym Jorkiem, z którego teraz zostały cztery smutne, zarośnięte kamienie. Tikal istniał od IV wieku p.n.e. i trzymał za mordę cały region przez kilkaset lat, aż nagle, nie wiadomo dlaczego, wszyscy się stamtąd wynieśli i miasto leżało opuszczone w lesie aż do XIX wieku, kiedy ktoś na nie natrafił i zaczęli wygrzebywać te gigantyczne piramidy spod fauny i flory. Są różne teorie co do tego, dlaczego Tikal nie przetrwało chociażby do hiszpańskiego najazdu, najbardziej prawdopodobne z nich mówią o katastrofie ekologicznej, spowodowanej nadmierną eksploatacją miejscowych lasów, w wyniku czego powoli zaczęło brakować wody i wielkie jak na tamte czasy miasto (nawet 100 000 mieszkańców) w IX w. opuszczono.

plaza      malpa

Do dziś wygląda pięknie i złowieszczo, zwłaszcza, kiedy zdamy sobie sprawę, że odkopano tylko ok 20% miasta, a reszta z ponad 3000 budynków dalej zarasta drzewami. A na drzewach: małpy, kolorowe ptaki, jaguary, do wyboru, do koloru. Szanse, że faktycznie trafimy na jaguara są zasadniczo żadne, chociaż trudno to stwierdzić, bo ci, którzy mieli taką przyjemność nie mieli już okazji się tym pochwalić. Za to małpy rzucają patyczkami, wydzierają się i srają na głowę (z premedytacją).

tikalwemgle      dzungla

A teraz dylemat: przedzierać się chickenbusem do Meksyku (Palenque) przez kilkaset kilometrów dżungli, czy objechać najpierw trochę Gwatemali i dopiero potem Chiapas?

Więcej zdjęć tutaj.