Chorillana

… czyli ulubione danie Chilijczyków w wersji wegetariańskiej. Bierzemy: cebulę pokrojoną w plasterki, 4 obrane ziemniaki, sól, paprykę, pieczarki, żółty ser, awokado. Na patelni podsmażamy cebulę, pokrojone pieczarki i paprykę, dodajemy szczyptę oregano. W międzyczasie kroimy ziemniaki i smażymy w oleju (= frytki). Usmażone kładziemy na talerzu i posypujemy warzywami, serem i świeżym awokado pokrojonym w kostkę. Możemy też dodać jajko sadzone, szczypiorek i kukurydzę.

Llapingachos

… czyli ekwadorskie placki ziemniaczane z serem i cebulą i zarazem mój jedyny ratunek w tym kraju mięsożerców. Sześć dużych ziemniaków gotujemy na parze i zostawiamy do ostygnięcia. Na patelni podsmażamy cebulę, dodajemy łyżeczkę kuminu, rozgniecione ziemniaki i szklankę rozdrobnionego białego sera (może być Mozarella). Mieszamy, dodajemy sól i pieprz i formujemy kotleciki, dodając odrobinę mąki. Smażymy, aż zbrązowieją i podajemy z sosem z orzeszków ziemnych (masło orzechowe się nada) i świeżym awokado (tak sobie myślę, że jeśli dodamy trochę świeżej kolendry, to będą jeszcze lepsze).

Ajíaco

…czyli tradycyjna, kolumbijska zupa ziemniaczano-kukurydziana. Rzecz jasna, w wersji wegetariańskiej.

Do zwykłego, warzywnego bulionu dodajemy 1.5 kg ziemniaków i 3 cebule. Gotujemy ok 45 minut, aż ziemniaki lekko zmiękną. Wrzucamy 4 kolby ugotowanej kukurydzy i podgotowujemy na małym ogniu, aż otrzymamy lekko kremową konsystencję. Ponieważ w Polsce raczej nie znajdziemy zioła guasca,  do zupy dodajemy garść świeżej, posiekanej kolendry, sól i pieprz. Podajemy z awokado, kaparami i śmietaną w oddzielnych miseczkach (na zdjęciu mamy też krokiet z soczewicy i odrobinę ryżu).

 

Kawa po kolumbijsku

Zróbcie sobie kawę po kolumbijsku, a przysięgam, że już nigdy nie pójdziecie do żadnego Starbucksa, ani innej syfiarni z plastikową lurą za dwadzieścia pięć złotych. Bierzemy: sześć goździków, dwie lyżeczki panela (pasta z cukru trzcinowego – od biedy możemy po prostu dosypać cukru, bo tego składnika w Polsce raczej nie znajdziemy) i dwie laski cynamonu. Wrzucamy do garnuszka, zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia, dosypujemy dwie czubate łyżki kawy, znów zagotowujemy, odcedzamy, pijemy i natychmiast stajemy na nogi.

Covarachía

Ta kartagińska specjalność (lokalna, ulepszona wersja prostej pomidorowej) to ponoć idealne lekarstwo na przeziębienie. Składniki: dwie gałązki świeżej bazylii oraz dwie gałązki oregano (ostatecznie możemy doprawić tym suszonym, ale to zdecydowanie nie to samo), pieprz (czerwony i czarny), ząbek czosnku, 6 średnich pomidorów, 3 łyżki masła, 3 łyżki mąki, jedno awokado, oliwa z oliwek oraz paczka bananowych czipsów (myślę, że z powodzeniem możemy je zastąpić zwykłymi, ziemniaczanymi).

W rondlu podsmażamy masło, odrobinę oliwy z oliwek, bazylię, oregano i rozdrobniony czosnek, dodajemy obrane i pokrojone pomidory, pieprz i sól. Gotujemy ok. 10 minut. W oddzielnym garnku rozpuszczamy mąkę w 1l wody i całość dodajemy do warzyw, solimy, zagotowujemy i miksujemy. Podajemy z pokrojonym w kostkę awokado, łyżką masła lub śmietany do smaku i czipsami bananowymi.

 

 

Mote de queso

Dotarliśmy już (znowu) na wybrzeże karaibskie, więc znowu mamy do dyspozycji fajne, wegetariańskie pyszności, czli np. zupę z korzenia yam (ñame). Bierzemy kilogram rzeczonego korzenia, obieramy, kroimy w kostkę i wrzucamy do garnka z 6 szklankami wody, 2 ząbkami rozdrobionego czosnku i 1/2 łyżeczki soli. Gotujemy, aż korzeń zmięknie, i w międzyczasie smażymy na patelni cebulę, 2 ząbki czosnku i pomidora pokrojonego w kostkę i doprawionego solą. Kiedy zupa nieco zgęstnieje, wrzucamy do niej obsmażone warzywa i gotujemy jeszcze kilka minut. Na koniec, dorzucamy 125g pokrojonego białego sera (tutaj ma on konsystencję bałkańsko-indyjskiego paniru, czyli jest lekko gumowaty) i odrobinę soku z cytryny. Podajemy z chlebem, ryżem lub ziemniakami. Smakuje prawie jak szwajcarskie fondue!

Arepas de chócolo

Po kulinarnym koszmarze Kostaryki i Panamy (ino kurczaki i hamburgery, dla wegetarian nic a nic), na nowym kontynencie nareszcie można znowu zacząć się obżerać. Kolumbijskie jedzenie jest przyjemnie tanie, pożywne i przepyszne – zwłaszcza to, które możemy kupić na ulicy, śpiesząc się rano do metra. Na pierwszy ogień idzie kolumbijska specjalność, czyli mała, kukurydziana tortilla, którą można kupić dosłownie na każdym rogu. Moja ulubiona (lekko słodkawa w smaku i bardzo aromatyczna), zrobiona jest ze słodkiej kukurydzy.

5 szklanek świeżych nasion kukurydzy miksujemy z łyżką cukru i szczyptą soli, dzielimy na cztery porcje i każdą z nich podsmażamy na roztopionym maśle, aż zbrązowieje z obu stron. Tradycyjnie: podajemy z plastrem białego sera i świeżym masłem oraz z kubkiem gorącej czekolady.

Cena w śniadaniowej budce na stacji El Poblado w Medellín: 1000 COP, czyli ok. 1,30 zł. Syci na pół dnia.

Nacatamales

Nacatamales  to nikaragueńska odmiana meksykańskich tamales (nadziewane ciasto z mąki kukurydzianej, zawinięte w liście i gotowane na parze) – tutaj najczęściej występuje w kombinacji z ziemniakami, marchewką i wieprzowiną (czyli taki polski, niedzielny obiad, zawinięty w bananowca i podgrzany), ale mnie udało się upolować wersję wegetariańską z jajkiem, warzywami i suszonymi śliwkami (tylko 40 NIO, czyli ok 6 zł) . Podajemy ze świeżym chlebem.

Gallo pinto con tostones

Nie jest łatwo być wegetarianinem w Nikaragui. Głównie dlatego, że jeśli nie lubimy jeść poćwiartowanych prosiaków, to po tygodniu nie możemy już patrzeć na to, co na zdjęciu: kombinację smażonych bananów w cieście (tostones), surówki i gallo pinto, czyli ryżu z czerwoną fasolą, który pełni tutaj taką samą rolę, co u nas ziemniaki z koperkiem. Gallo pinto („pstrokaty kogut”) na Kubie nazywa się „Moros y Cristianos” („Maurowie i Chrześcijanie”) – jest tam też bardziej urozmaicony, bo przyrządzany na mleku kokosowym z kolendrą. Smażone banany z kolei podawane są często z serem i cynamonem. Może spróbujecie?

Pío Quinto

… czyli budyń z rumem à la nicaraguienne. Standardowo podawany na Boże Narodzenie, ale ja trafiłam na to cudo w moim hostelowym menu w październiku. Bierzemy: szklankę mleka kokosowego, 1/4 szklanki miodu, 1,5 łyżki skrobi kukurydzianej, 1,5 łyżki mąki, 3 łyżki wanilii, 3 łyżki wody. Miód, wanilię i mleko kokosowe zagotowujemy, dodajemy skrobię i mąkę, rozpuszczone uprzednio w małej ilości wody. Cały czas mieszamy, aż uzyskamy jednolitą konsystencję oraz zdejmujemy z ognia, kiedy lekko zgęstnieje. Następnie: wkładamy całość do lodówki oraz przygotowujemy biszkopt (albo bierzemy gotowy), który nasączamy rumem i kruszymy na kawałki. Podajemy w miseczkach, z cynamonem i rodzynkami.